Losy innych…

Kilka dni temu rozmawiałem ze znajomą, która ma korzenie bojkowskie. Była to bardzo pouczająca rozmowa.
Jak sama mówiła, Bojkowie zawsze czuli się Polakami, dlatego tym bardziej bolesne było, to czego doświadczyli zaraz w trakcie i po „Akcji Wisła”. Niestety, zostali zaliczeni do elementu niepewnego.
Jej dziadek pod przymusem szył mundury dla UPA, to wystarczyło aby byli represjonowani.
Był też straty śmiertelne o których mi opowiadała. Żołnierze w polskich mundurach niedokładnie rozpoznawali kto jest kto. Do tego dowodzeni częściowo przez oficerów sowieckich wykonywali ich rozkazy.
Ilu było oficerów łącznikowych podczas „Akcji Wisła” użyczonych przez sąsiada? Warto by było odpowiedzieć na to pytanie.
Jednak powody militarne są zrozumiałe – odcięcie band od zaopatrzenia, często wymuszanego siłą nawet na swoich (Ukraińcach). Bezradność w rozbiciu dobrze przygotowanych band (liczne ukrycia, szacuje się liczbę schronów UPA na około 5 tys – spotkałem się z takimi danymi), do działań w Bieszczadach, w oparciu też o działania we wioskach -SB UPA (służba bezpieczeństwa).
Zastanawialiśmy się jednak nad jednym problemem. Dlaczego po latach nie pozwolono przynajmniej niektórym wrócić na ich miejsce. Szczególnie tym starszym….

Reżim komunistyczny przeprowadził zbiorową odpowiedzialność nie przejmując się ludźmi. Jak zwykle człowiek był mało istotnym elementem, nie liczono się z nim. Tymczasem przez lata można było przecież podjąć próby weryfikacji przesiedlonych.

Można było z pewnością wykryć więcej agentów SB i UPA. Neutralizując ich, czy to za pomocą kary śmierci czy też długoletniego więzienia, a może też i wywózek na Syberię. W końcu Polski wtedy nie było – był ten teren podległy Sowietom. Czy komuś jednak zależało na tym aby nie przeprowadzić tej weryfikacji?
I negatywnej i pozytywnej?
Przecież spora część osób nie uczestniczyła w pomaganiu, zaopatrywaniu UPA, co więcej; część tych co to robili działało pod przymusem.
Można było przeprowadzić weryfikację na tyle dobrze, żeby wyłonić z tej grupy całkowicie niezwiązanych z działaniami band.

Tak się jednak nie stało.
Dlaczego?
To było zaniedbanie (sądzę ze celowe) komunistów w Polsce.
Komuś było na rękę nie ruszanie zbyt głęboko tego problemu, jakby sobie życzył, aby owi agenci nienawidzący Polski i Polaków ale wystraszeni konkretnymi działaniami przetrwali.
Wielu byłych UPO-wców i członków OUN jakimś cudem wtopiło się w szeregi komunistów polskich, zajmując różne stanowiska w aparacie władzy (przykład: Ściśle tajne – historia ukryta ).
Kilka lat temu miałem okazję wysłuchać opowieści kobiety, która potwierdzałą spotkanie swojego ojca, wysokiego stopniem oficera, z katem UPO-wskim w pomieszczeniach jednego z ministerstw PRL-u. Zajmował tam wysokie, eksponowane stanowisko. Rozpoznali się wzajemnie: zbrodniarz powiedział temu człowiekowi, że jak go zdradzi jego rodzina zapłaci.
Ile było takich przypadków, ilu zbrodniarzy w ten sposób uniknęło kary?
Jaki był ich wpływ na budowanie wzajemnej niechęci w relacjach miedzy Polakami, Łemkami, Bojkami czy Ukraińcami?
Wiemy, że wiele działań nacjonalistów ukraińskich miało na celu wywołanie podskórne wzajemnej nienawiści niejako aby udowodnić swoim że ich (nacjonalistów przyp. aut.) jest uzasadnione i potrzebne.
Manipulacji było wiele.
Z kolei polskojęzyczne władze w PRL-u były przesycone czy to agentami (prawdziwymi) Moskwy, czy też innymi nieprzyjaciółmi Polski i Polaków. Ilu było prawdziwych polskich urzędników z tzw. „dobrą wolą”?
Tego się już nie dowiemy.

Rozmawialiśmy długo.
Umówiliśmy się na dokładniejsze spisanie relacji rodzinnych.
Chciałbym opisać losy tych osób, które również przeżyły traumę. Moja znajoma była bardzo otwarta na te problemy. Z jej słów przebijała też mądrość zwyczajnie ludzka – moralność i etyka mówiące nam że krzywda ludzka każda jest bardzo bolesnym i złym doświadczeniem, z którym należy bezwzględnie walczyć.
Szczególnie z przejawami agresji czy wywyższania się jednej grupy ludzkiej nad drugą. Jednego narodu nad drugim. Walczyć należy z przejawami nacjonalizmu, szowinizmu i braku akceptacji innych.
To pierwsza droga do szaleństwa nienawiści między narodami, między ludźmi.
Mimo tych wszystkich doświadczeń moja rozmówczyni nie wyrzeka się polskości – i stanowczo krytykuje to, co stało się na Wołyniu. W naszej rozmowie wspólnie zgodziliśmy się, że gdyby nie nacjonalistyczne działania i plan eksterminacji opracowany i realizowany przez OUN-UPA, nie byłoby „Akcji Wisła”. Gdyby nie strumienie niewinnej krwi przelane przez nacjonalistów ukraińskich nie byłoby potrzeby walki z ich nazistowskim widzeniem świata.
Gdyby nie zło nadrzędne, pierwsze – nacjonalizm ukraiński, nie byłoby całego szeregu wydarzeń późniejszych, które były przeróżne.

Być może Sowieci próbowaliby przesiedlić różne grupy narodowościowe prowadząc swoją chorą „inżynierię społeczną”.
Byłoby to jednak poważnie ograniczone – z uwagi na brak powodów, po ustaniu działań wojennych. Jednak kiedy funkcjonowała cała sieć bandyckich grup nacjonalistów ukraińskich, nie można było sobie z tym poradzić inaczej jak tylko odciąć od korzenia te grupy.

I to było dla wielu niewinnych osób dramatem.
Na pewno jednak „Akcji Wisła” nie można określać mianem „ludobójczej”, gdyż nie była skierowana przeciw ludności cywilnej w sensie ścisłym, ale przeciw zbrojnym bandyckim działaniom nacjonalistów i ich grupom funkcjonującym wśród cywilów (SB). Wyłuskanie wszystkich z wielu tysięcy osób na tak trudnym terenie jakim są Bieszczady, w inny sposób niż poprzez zastosowanie totalnej akcji militarnej, było jak na tamte czasy zupełnie niemożliwe (co pokazały dwa lata wcześniejsze do 1947 roku).
Zrobiono tak, też dla dobra ludności cywilnej, jakkolwiek to brzmi.
Jakkolwiek te słowa są (przez tych co jeszcze żyją) odbierane. Ile byłoby jeszcze wojennej zawieruchy, ile śmierci poprzez dalsze działania UPO-wców? Jak długo by to trwało?
Do 1950 roku? Dłużej?
U Sowietów, ostatnie oddziały zbrojne nacjonalistów ukraińskich zostały rozbite pod koniec lat 50-tych.
Przez ten czas zginęło wiele tysięcy Rosjan, Ukraińców wzajemnie mordowanych i oskarżanych o przynależność do tych, czy do tamtych.
Taki scenariusz groził i Bieszczadom.
Tak mogłoby wyglądać w Bieszczadach, tyle że zapewne na mniejszą skalę.
Teren ten zapewniał jak wyżej pisałem długie ukrywanie się, i prowadzenie działalności bandyckiej.
Dlatego też mimo wszystko decyzja wygaszenia zarzewia zbrojnych akcji UPA, poprzez przeprowadzenie czyszczącej akcji militarnej była po prostu mniejszym złem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *