11 marca – kolejna „miesięcznica” w Warszawie.

Poprzedzona konferencją o Akcji „Wisła”.

Akcja ta została przeprowadzana z konieczności wyczyszczenia (zniszczenia) zaplecza UPA – działającego w Bieszczadach. Rozmiar jej dotknął bezpośrednio masy ludności nie zaangażowane po stronie band nacjonalistycznych.
Tragedie ludzkie jakie wydarzyły się podczas tej akcji są konsekwencją prawie dwuletniej walki (już po wojnie) z bandytami. Należy o tym pamiętać i patrzyć przez ten pryzmat wydarzeń.

To nie akcja „Wisła” była pierwsza, lecz dwa lata mordów, palenia wiosek i tortur zadawanych przez nacjonalistów ukraińskich (też i nieposłusznym w stosunku do nich Ukraińcom, o czym środki krytykujące akcję militarną mającą za zadanie uspokojenie sytuacji – uporczywie milczą). W skład bandyckich oddziałów UPA, wchodziły grupy z rozbitej dywizji SS „Galizien”, byli policjanci, inne oddziały nacjonalistów ukraińskich, – wszystkie te grupy były sformowane w sotnie i kurenie w oczekiwaniu wybuchu trzeciej wojny, z zadaniem wymordowania bez litości wszystkich obcych narodowo grup etnicznych na tych terenach, które nacjonaliści uważali za tereny należące do mającej powstać neo-nazistowskiej Ukrainy.

Fotografia ilustrująca ten wpis pokazuje rzeczywistość Wołynia kilka lat wcześniej – tak miało to wyglądać też i w Bieszczadach – i tak by wyglądało, gdyby nie opór jednostek świeżo formowanej milicji czy innych grup zbrojnych (samoobrony, wojsko) stawiających opór przed bandytami z UPA.